Dziennikarstwo znaczy bieda – jak to jest naprawdę

Toyota GT-86 - Genewa

Tytuł ,,dziennikarz motoryzacyjny” brzmi dla niektórych tak dumnie, że wiele mogliby poświęcić, by móc podpisywać nim swoje nazwisko. Często zbyt wiele, przez co ten zawód powoli traci sens i obniża swoją wartość. Podobnie jak całe dziennikarstwo.Toyota GT-86 - Genewa

 

Jak rynek niszczy dziennikarstwo

Problemem współczesnych mediów jest przede wszystkim nadmiar osób chętnych do ich tworzenia i stopniowo wzrastający niedobór chętnych do korzystania. O ile kilka lat temu każdy był skłonny zapłacić za gazetę, w której zamieszczono interesujący go artykuł, o tyle dziś nie każdemu chce się przeczytać tego typu tekst za darmo, na stronie internetowej.

Wraz z pojawieniem się Internetu znacznie obniżone zostały bariery wejścia do zawodu dziennikarza. Paradoksalnie możliwości sieci otworzyły bramy do tego fachu nie tyle dziennikarzom z powołania, co informatykom, zdolnym do założenia własnej strony/bloga i rozwijania jej. Z czasem autorów zaczęło być więcej niż odbiorców treści. A to już sytuacja patologiczna.

Upadek dziennikarstwa – przyczyny

Przyczyn upadku dziennikarstwa należy upatrywać także w polityce wyższych uczelni prywatnych oraz państwowych. Powszechnie wiadomo, że instytucje te nie dążą już do podwyższania poziomu edukacji społeczeństwa, a jedynie wyłącznie do pomnażania własnych zysków. Aby złapać na żyłkę potencjalnych studentów otwiera się modne, choć zupełnie zbędne kierunki studiów. Jednym z nich, przy okazji najbardziej obleganym w Polsce, jest dziennikarstwo.

Przeludnienie = bieda

Tam, gdzie na niedużym skrawku ziemi osiedla się zbyt wiele istnień musi zapanować głód i bieda. Nie inaczej jest na szczególnie atrakcyjnym poletku zwanym motoryzacją. Większość dziennikarzy motoryzacyjnych pracuje za wynagrodzenie nieadekwatne do wkładanego w pracę wysiłku. Co więcej, fragment tortu, który mogą urwać dla siebie jest coraz mniejszy, gdyż w dobie kryzysu wydawcy przychylnym okiem patrzą na wolontariuszy. Są to najczęściej osoby, które nie mają doświadczenia zawodowego i chcą je zdobywać bez względu na koszty. Udostępnienie im praktyki jest działaniem jak najbardziej szlachetnym. Gorzej, jeśli wolontariusz-amator, zastępuje prawdziwego dziennikarza, który nagle okazuje się zbyt drogi dla redakcji.

Dziennikarz motoryzacyjny – praca

Nie tak pięknie jak myślałeś

Cierpi na tym jakość treści, a więc i odbiorcy, choć oni akurat mają dziś możliwość wybierania spośród tak szerokiego kręgu mediów, że na pewno znajdą coś dla siebie. Najbardziej poszkodowani są dziennikarze – zwłaszcza ci, którzy swój zawód wykonują od dawna.

Uczestnicz w międzynarodowych targach, sprzedawaj gadżety na Allegro

Prezentowany powyżej przykład jest dla mnie ostatecznym zobrazowaniem upadku dziennikarstwa motoryzacyjnego w Polsce. Dziennikarz, obecny na międzynarodowych targach samochodowych w Genewie, gdzie w blasku fleszy, jako jeden z pierwszych ludzi na świecie obserwował nowości największych koncernów, sprzedaje gadżet. Ten gadżet to zwyczajny pendrive, jakich na targach otrzymuje się kilkadziesiąt. Wiedzą to koledzy z redakcji, którym te właśnie gadżety rozdawałem po powrocie z targów.
Pomijając to, że sprzedawca nie znał poprawnej pisowni modelu Citigo, zastanówmy się nad najistotniejszą kwestią – Dlaczego ktoś postanowił to sprzedać? Oczywiście z biedy! I uważam, że jest to niestety wytłumaczalne w sytuacji, gdzie żyć trzeba na pograniczu światów – z jednej strony wystawne premiery, prezentacje i bale, z drugiej niskie dochody za swoją, bądź co bądź najczęściej uczciwą pracę. Niektórych ambicja pcha ku temu, aby nawet poprzez konieczność podejmowania tak rozpaczliwych kroków, trwać przy swoim zawodzie i nie poddawać się. Ale na rynku lepiej nie będzie. Chyba, że skończy się epoka bezpłatnego dostępu do treści.

Kto będzie pracował za mniej – rekrutacja dziennikarzy

Nie jest to uczciwe, ani dobre, że dziennikarze muszą dziś licytować się, który z nich jest w stanie przeżyć za jak najniższą stawkę. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich. Są tacy, którzy nadal zarabiają przyzwoite pieniądze. Sam chyba nie trafiłem tak źle, patrząc na to, co dzieje się wokół, ale daleki jestem od tego, aby sytuację akceptować.

Jak przeciwstawić się rynkowym trendom? Jak walczyć z upadkiem dziennikarstwa? Czy w ogóle jest sens? Nie wiem, ale podejmuję walkę, czego dowodem jest sam serwis Motoblogi.pl. Może właśnie jako społeczność, duża grupa ludzi, którzy specjalizują się w konkretnych dziedzinach motoryzacji, mamy szansę odwrócić nieco bieżące trendy. Żaden z nas nie ma szans zrobić tego w pojedynkę – zakładając własny portal (trzeba to było zrobić co najmniej 5 lat temu), inwestując czas i pieniądze, poszukując niszy. To tylko prosta droga do upadku na zbyt nasyconym rynku.

Bądź dziennikarzem, udawaj, że jest dobrze

Targi Motoryzacyjne - Geneva Nissan NV200Najbardziej w tej całej żenująco słabej sytuacji zadziwia mnie zarozumiałość niektórych autorów treści. Niezależnie od branży. Niemal nikt nie ma odwagi publicznie przyznać, że jest źle i bieżąca sytuacja go przytłacza. Każdy sam przed sobą i otoczeniem udaje, że w zawodzie dziennikarza wiedzie mu się dobrze i jest na drodze do sukcesu. I jeszcze tylko trochę poświęceń i ten sukces przyjdzie. Nie przyjdzie. Im szybciej sobie to wszyscy uświadomimy, tym szybciej będzie można podjąć jakieś działanie. Na razie biedują niemal wszyscy dziennikarze. W każdej branży.

 

12 myśli na temat “Dziennikarstwo znaczy bieda – jak to jest naprawdę”

  1. Wspomniałeś o tym, że darmowe treści psują rynek dziennikarski. Nie sądzisz, że również motoblogi mogą dołożyć do tego swoją cegiełkę? Jako źródło niepłatnej treści i wylęgarnia autorów – wolontariuszy?

    1. Właśnie nie. Motoblogi nie mają redakcji, zatrudniającej dziennikarzy do wykonywania typowo dziennikarskich obowiązków. Poza tym nie wykorzystują ludzi, gdyż każdy pracuje tu na własny rachunek – na swojego bloga. Jeśli jakiś portal ma pokonać hegemonów rynku, którzy wykorzystują wolontariuszy do prawdziwej pracy, to dobrze, żeby było to coś takiego jak Motoblogi. Czyli społeczność, gdzie wszyscy są równi, a nikt nie wydaje rozkazów, a każdy pracuje sam na siebie.

      Przykład: jeden z największych portali moto w Polsce płaci dziennikarzom za redagowanie newsów (dyżury ośmiogodzinne, na zmiany) 500 zł miesięcznie. Myślicie, że nie ma chętnych?

      Owszem, przyznaję się. Kiedyś sam dokładałem swoją cegiełkę do tego złego procederu. Uznaliśmy jednak, że to że ,,inni tak robią” nie jest żadnym usprawiedliwieniem i wszystkim nieodpłatnym, najlepszym współpracownikom Przyspieszenie.pl zaproponowaliśmy założenie własnych blogów. M.in. po to stworzyliśmy tę platformę.

      Bo podstawowym problemem nie jest sama obecność praktykantów – muszą w końcu gdzieś nauczyć się warsztatu, ale to, że często są oni przyjmowani zamiast dziennikarzy. Gdy już nie muszą się uczyć, a nadal pracują za darmo, znaczy, że coś jest nie tak.

  2. Pozwolę sobie na wypowiedź, bo 20 lat pracy w zawodzie uprawnia do zabrania głosu.
    1. Zmieniają się media. Właściciele wiedzą, że odbiorca nie oczekuje rzetelności. Odbiorca oczekuje krótkiego, dosadnego, czarno-białego osądu. Stąd zwolnienia „starych” wyjadaczy, zatrudnianie matysiaków (ma tysiaka i się cieszy) w prasie, radiu i tv.
    2. Zmieniają się media. Gazety lecą na łeb, tv, radio … to samo. Radio to już tylko wypłeniacz dźwiękiem. W moim mieście o 16-stej nie pracuje żaden reporter radiowy, oprócz kolegów z Polskiego Radia. Lokalna TV i dwa dzienniki (GW i drugi) kradnie z portalu Polskiego radia bez żenady, a reszta ma to centralnie w dupie.
    Kto potrzebuje nas, dziennikarzy? Nikt, bo już nie pełnimy swojej misji – dostawców rzetelnej informacji. Matysiaki nie mają o niczym pojęcia, więc zajmują się dystrybucją PR-owskich bzdur dostarczonych na pendrajwach z logo danej firmy, czy urzędu. Nie czytasz gazety, bo w niej jest syf. Z powodu syfu w gazecie jest mała sprzedaż gazety, mała sprzedaż gazety to małe pieniądze dla „dziennikarzy”. Małe pieniądze – to syf zamiast informacji. Więc nie czytasz gazety, bo to syf. Kółko się zamyka.
    3. Jeszcze do niedawna – w mojej branży – motoryzacji było wspaniale. Byliśmy najbardziej skorumpowaną (obok sportu) grupą dziennikarzy. Teraz jest gorzej. Nasi koledzy PR-owcy z dużych firm zaczęli żądać konkretnych wyników: artykułów, dźwięków, obrazków. Tymczasem spadała sprzedaż aut. Więc i w tej branży kasy mniej. Więc robiliśmy więcej za mniej. Teraz nawet liderzy sprzedaży ograniczają dostęp do aut testowych. Dostajesz jeden bak (hahaha .. jeśli nie jesteś z Wawy, to wracasz za własne 🙂 ) a jak się nie podoba, to spier….. na twoje miejsce czeka dwóch matysiaków. Oni zrobią loda za darmo i za frajdę przejechania się najnowszym byle autem, bo sami jeżdżą tramwajem.

    1. Ja mogę się wypowiedzieć bo mam 290 km do Warszawy, a coraz rzadziej dostaje się routexy 😛 Panowie, spokojnie, gorzej już chyba nie będzie 😛 Racja, coraz więcej jest pseudo-artystów sztuki pisania o motoryzacji, ale poddawając się nic nie wniesiemy 🙂 Trzeba być pomysłodawcą czegoś nowego, co zrewolucjonizuje obraz dziennikarstwa motoryzacyjnego. Pytanie tylko, kto pierwszy „to coś” wymyśli? Niewątpliwie sytuacja jest tragiczna, ale przecież mamy wzrost gospodarczy, a Polska jest zieloną wyspą 😀 Może to przesadny optymizm, ale z drugiej strony co nam pozostało? 😛

  3. Jest dokładnie tak, zgadzam się. Tym bardziej jest to przykre, gdy pisze to dziennikarz z doświadczeniem. Cóż, złe czasy nastały, w złych czasach żyjemy. Ale poddać się bez walki? To też niedobrze.

  4. Nie jestem w branży moto od kilku lat, ale jak czytam, że firmy nie dają już kart paliwowych i gadżety nie są już tak fajne to przepraszam – ale co robicie w tej branży. Właśnie dlatego nikt Was nie czyta, ja zresztą też przestałem czytać, bo wszystkie teksty są do siebie podobne. Tylko nieliczni z nas starają się napisać jakieś ciekawy tekst, jakieś ciekawe porównanie, wpaść na pomysł – choć nie, no przecież to wymaga pracy. Tekst z testu można zrobić w 15 minut, ale żeby poświęcać na to dwa dni, a może nawet trzy – to przecież bzdura. Pamiętam jak pisało się 20 lat temu – każdy miał swój styl. Wówczas było nas może 60-ciu, podczas gdy teraz lista dziennikarzy pewnej firmy to 700 osób. Dlatego przestałem być dziennikarzem motoryzacyjnym, gdy od jednego PR-wca usłyszałem – przedzwoń w poniedziałek, ale rano to może załapiesz się na jakieś auto! Nie mam zamiaru się z nikim ścigać. Wiem co chcę zrobić i nie miałem już zamiaru ścigać z gościem który potem rozbijał fajne auto drzewie lub wynajmował się do ślubów. Na dodatek prześcigacie się w informacji, np. na FB – lotnisko Barcelona, strefa zakupów, powrót z premiery Citroena. Mam to uznać za początek tekstu, który będzie jak się niestety obawiam kopią materiału prasowego.

  5. Niestety jest coraz gorzej. I to nie tylko w branży motoryzacyjnej. W dziennikarstwie informacyjnym lepszy student od prawdziwego dziennikarza. Bo? Bo przyjdzie pracować za darmo. Niestety. A to, że jakość gorsza – nieistotne. Informacja jest? Jest. W dobie coraz to głupszego społeczeństwa i student nada się do pisania, a co! Smutne w tym wszystkim jest to, że dziennikarze z pasją, którzy chcieliby pracować nadal w mediach muszą godzić się na głodowe pensje albo po prostu nie ma dla nich miejsca. Przykre…

  6. Za to o Pańskim profesjonalizmie najlepiej świadczy zamieszczanie przez Pana zdjęć o nazwie „handelek obsrańca”. A tak a propos kierunków studiów – czy autor czasem nie skończył takiej właśnie szkoły?

    1. A rzeczywiście, zdjęcie ma taką nazwę 🙂 Otrzymałem je na pocztę, przepraszam. Owszem, skończyłem dziennikarstwo na UŁ. Dzięki temu dokładnie wiem, jak bardzo te studia są oddalone od rzeczywistości.

      Co do innych wpisów: rynek niestety wymusza obniżenie poziomu – kiedyś redakcje pozwalały dziennikarzom pracować kilka dni nad jednym tematem. Dziś, w epoce Internetu, chcą mieć od kilku do kilkunastu artykułów dziennie. To wymusza niską jakość. Niestety realizować pasję w pracy można dziś w bardzo niewielu zawodach.

    1. Bardzo merytoryczny komentarz kolego. Naprawdę.

      Ja ich rozumiem. Chcą robić swoją robotę dobrze,ale brak ku temu warunków a potem to im się obrywa za slabą treść a nie wlascicielom gazety czy teraz wortali itp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.